Amsterdam - Brugia - Londyn - Amsterdam.
Znajomy poprosił mnie o zorganizowanie rejsu do Londynu, razem ze swoją kobietą jechali tam już ponad 12 lat... i dojechać nie mogli, więc zapłynęliśmy.
Między 10 i 22 lipca 2011r. spędziliśmy wiele ciekawych godzin i przepłynęliśmy wiele mil między Amsterdamem i Londynem na dość dziurawym Morzu Północnym.
Rejs zaczął się od przejęcia jachtu... będącym w stanie zaniedbanym jak na nasze standardy. Część usterek została usunięta od razu, a część nie... pan "niemiec" twierdził, że: "prysznica to nie będziecie potrzebowali..." po tych słowach dostał porządny opierdziel, co go postawiło na równe nogi i naprawione zostało to, co miało być naprawione.
W międzyczasie znaleźliśmy inny jacht, załoga jednak stwierdziła, że szkoda czasu, a to, że jest nie do końca posprzątane i coś nie działało nie przeszkadza im.
Wypłynęliśmy, plan był taki, aby szybko dolecieć do Londynu i potem powoli wracać. Okazało się to trudniejsze do wykonania, ponieważ jak na pierwszą noc wiało troszkę za dużo, a załoga nie była mi wcześniej znana w większości. Postanowiliśmy, że popłyniemy do Vlissingen i zobaczymy, co po drodze się okaże z pogodą, która w tych rejonach miała być lżejsza niż w kierunku Londynu.
.jpg)
Pogoda letnia (po raz ostatni pierwszego dnia):
Wiatr północny sprzyjał szybkiej żegludze, po odbiciu na wschód w kierunku Vlissingen fale zelżały, załoga odetchnęła, a SAR sobie płynął na morze w dość szybkim tempie:
http://www.youtube.com/watch?v=IiTNgtAEZZg
Przeczekaliśmy noc, z rana wypłynęliśmy w kierunku Zeebruge, aby zobaczyć Brugię. Bardzo ładne miasto, na prawdę warte zobaczenia, szkoda tylko, że zwiedzaliśmy je w sztormiakach i kaloszach...
Krótki opis jak dostać się do Brugii z Zeebrugge:
Pieszo, albo tramwajem trzeba dostać się na dworzec kolejowy skąd co godzinę jeździ pociąg do Brugii, koszt w obie strony to 5,6 EUR. Na prawdę warto.
Wypłynęliśmy w końcu do Londynu, a po drodze okazało się, że zaatakowaliśmy duży kontenerowiec, przez co zostaliśmy ukarani przez bardzo miłą Policję i straciliśmy prawie dwie godziny.
Po tym jak gorsza pogoda przeszła, czyli następnego dnia, wyruszyliśmy do Londynu. Płynąc cały czas kursem 270 dopłynęliśmy do ujścia Tamizy. Przebiliśmy się przez estuarium, potem Tamizę i dopłynęliśmy do zalanego wodą Londynu. Deszcz nas przywitał, potem towarzyszył, aby następnie pożegnać. Było fajnie
Niektórzy pisali, że St.Katrine's Docks są snobistyczne, i w ogóle „be” i koszmarnie drogie. Ale biorąc pod uwagę to, że bilet dobowy na komunikację kosztuje 6,6 Funta/os. a różnica w cenie za marinę wynosi <20 funtów... wychodzi raczej taniej. Za jacht 42 stopy zapłaciliśmy 65 Funtów, czyli 50 zł/os. - przy cenie biletu autobusowego 30 PLN...
Londyn... jak to Londyn. Tłoczno, tłoczno, tłumy...






Z Londynu wyszliśmy po 26 godzinach na lądzie - głównie dlatego, że późniejsza prognoza pogody zmusiłaby nas do płynięcia na silniku spod Anglii aż do Amsterdamu.
W związku z tym wyszliśmy z wysoką wodą i polecieliśmy na kotwicowisko, aby przeczekać silniejszy wiatr i się w niego nie pakować na własne życzenie. Tutaj załoga odkryła jak fantastycznie można stać jachtem na kotwicy pod wiatr
Odczekaliśmy kilka godzin i z końcówką prądu wschodniego wyszliśmy na morze. Tam wiater jeszcze nie zelżał tak jak powinien, ale powoli sie uspokajało. Fajniejsze fale co raz nas zabawiały. Najlepsza była Agnieszka, która do momentu kiedy siedziała tyłem do fal przez swoją wachtę było OK. Przy zmianie wachty przesiadła się na zawietrzną twarzą do nadchodzących fal, a na ich widok szybko łyknęła tabletkę i poszła czym prędzej w koję
http://www.youtube.com/watch?v=zUskaoFkrfM
Później jak to bywa zaczęło się ściemniać, Wojtek stwierdził: "Dobrze, że się już fale tak nie załamują" minęły może 4 sekundy jak „dziad” się wlał do kokpitu zalewając nas po kostki i mocząc znacznie flagę na flagsztoku
"Nie kracz!" - tego nauczyłem się kilka lat temu.
Potem wiatr tylko malał i jak wiało 4 płynęło się komfortowo i sprawnie aż do Amsterdamu - mojego ulubionego miasta






Najważniejsza na rejsie była bardzo fajna, zgrana i chcąca żeglować załoga !!!
A to najważniejsze !
Dziękuję Tamarze, Agnieszce, Wojtkowi, Jackowi i oczywiście Marcinowi - wiesz za co najbardziej ;)


